wtorek, 28 maja 2013

Three

Race

- Lana dlaczego dziś ode mnie uciekłaś i dlaczego kurwa gadasz z jakimś chłopakiem? Kto to był ? W sumie  mnie to nie obchodzi, sukinsyn już nie żyje.
- Emm.. Ryan ja nie wiem kto to był. Po prostu na niego wpadłam. Wyszłam od ciebie bo chciałam się spotkać z Scar i .. – nie dokończyłam Ryan objął mnie w tali i pociągnął w stronę wyjścia.
- Dobra. Teraz jedziemy. – spojrzał na mnie i łobuzersko się uśmiechnął.
- Gdzie? Muszę znaleźć Scarlet, proszę – patrzyłam na niego niemal błagalnie.
- Dobra masz 5 minut, weź ją ze sobą. Czekam przy samochodzie.
Znalazłam Scar przy perfumach Clive Christian. Taak.. Mogłam się tego spodziewać. Podeszłam do niej i lekko klepnęłam ją w ramię.
- Scar musimy iść. Ryan chce mnie gdzieś zawieźć. Pojedziesz za nami?
- Naprawdę muszę? – wykrzywiła usta w grymasie. – Przynajmniej wiesz gdzie jedziemy?
- Jaki dzisiaj mamy dzień?
- Wtorek, czemu pytasz? – Scar patrzyła na mnie z uniesioną brwią. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Wyglądała tak śmiesznie, że nie mogłam. Po prostu zaczęłam się śmiać. Tak głośno, że ochroniarze zaczęli się na mnie krzywo patrzeć. – I co w tym takiego śmiesznego? – odpowiedziała równocześnie dołączając do mojego śmiechu.
- Nic po prostu.. Nie ważne. Chyba wiem gdzie jedziemy – wiem gdzie jedziemy.. Momentalnie uśmiech zszedł z mojej twarzy. – Pośpieszmy się, ok ?
***
Tuż przed galerią stał zaparkowany czarny Mercedes-Benz. Wsiadłam do niego nie patrząc w stronę kierowcy.
- Możemy jechać Scar pojedzie za nami. – patrzyłam przez szybę na szczęśliwych ludzi wychodzących z galerii. Ile bym dała żeby mieć normalne życie..
- Nie zapomniałaś o czymś? – Ryan położył mi dłoń na kolanie, a mój żołądek uniósł się do góry. Wzięłam spokojny wdech. I delikatnie cmoknęłam Ryana w policzek. Oparłam się o siedzenie i włączyłam radio.
- Możemy jechać? – sztucznie się uśmiechnęłam, a on w końcu ruszył.
***
Weszłam do szatni, a Scar wpadła zaraz po mnie.
- Jak było? Dałaś radę? Nie obmacywał cie? – chciała zadać jeszcze z tysiąc innych pytań, ale odpowiedziałam jej tak szybko niż zadała czwarte.
- Nie. Nic się nie działo, było ok. – pomijając odruch wymiotny, oczywiście. – ubierz to zaraz zaczynamy. - podałam jej ciuchy złożone w kostkę.
Przebrałyśmy się w dość krótkie czarne spodenki i czerwoną bokserkę z dużym dekoltem.
- Dalej pasuje. – Scar stanęła w lustrze i z zachwyceniem patrzała w odbicie.
- Tak.. Trochę minęło od ostatniego ubierania się w to. – włożyłam moje codzienne ciuchy do szafki. -Gotowa?
- Woah – Scar popatrzała na mnie i uniosła dłoń do ust. – Ty dalej wyglądasz w tym nieziemsko.
- Zamknij się. – powiedziałam żartobliwie i popchałam ją w stronę wyjścia. Już prawie byłyśmy na dworze.
- Poczekaj tu chwile, zapomniałam czegoś wziąć. Zaraz cię dogonię, ok? -  Scar odbiegła ode mnie nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Odwróciłam głowę wychodząc przez drzwi i w tedy znowu w kogoś wpadłam. Spojrzałam do góry. Normalnie nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- No proszę kogo tu mamy - chłopak uśmiechnął się łobuzersko ukazując szereg białych ząbków.
- Teraz powinnam to odebrać jako śledzenie mnie, poważnie. – nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. To było jakby zahipnotyzował całe moje ciało. Nie mogłam się poruszyć.
- Wydaje mi się , że byłem tu przed tobą. – ciągle się uśmiechał, ale nie zmienił odległości dzielącej nas. Moje nogi były jak z waty, a w brzuchu miałam motylki. – To ty rozpoczynasz wyścigi ?
- T..Tak. – język utknął mi w gardle. Wypowiedzenie czegokolwiek sprawiało mi trudność. To dziwne nigdy mi się to nie zdarzało. 
- Okej. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia, do zobaczenia na torze shawty. – odsuwając się ode mnie musnął moje biodro dłonią. Cholera on był nieziemsko przystojny. Chwila..
- Ty startujesz !? – krzyknęłam gdy już odchodził. Justin nie zatrzymując się odwrócił głowę i lekko nią kiwnął patrząc mi w oczy. Miałam wrażenie że zaraz zemdleję.
W tym momencie wszedł Ryan i cała magia spotkania z chłopakiem prysła. Obejrzałam się jeszcze raz w stronę Justina, ale już go tam nie było. Całe szczęście.
- Gdzie wy jesteście ? Ruszcie dupy i jazda na tor. – zacisnął szczękę i patrzył mi prosto w oczy.
- Czekam na Scar, zaraz przyjdzie.
- I oto jestem, możemy iść. Ryan nie wkurzaj się tak – wychodząc Scar lekko odepchnęła ramię Ryana, odwrócił się, a ja ruszyłam ramię w ramię z nim. Uspokoił się i objął mnie ramieniem w tali.  Podeszliśmy do reszty paczki która stała przy garażu. Luke jak zawsze był ubrany w spodnie dla mechanika. Zawsze przed wyścigiem sprawdzał auto. Zauważył nas i uśmiechnął się. Spojrzałam na Scar patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Poprawiła włosy i czekała aż podejdzie się przywitać.
- Jak tam interesy ? - Ryan puścił mnie i podszedł do reszty.
- Nie uwierzysz. Wszyscy obstawiają na Biebera. - chłopak którego imienia nie pamiętam patrzył na Ryana, ale nie umiałam odczytać nic z jego twarzy.
- Jak to kurwa?! Co on tu w ogóle robi ? To nie jego teren! - Ryan zacisnął dłonie w pięści.
- Dobrze wiesz, że na wyścigi może przyjść tu każdy. To miejsce jest neutralne.- powiedział Luke, zatrzaskując maskę auta mojego 'chłopaka'.
-Ty lepiej weź się za coś konkretnego Ray - warknął Ryan, kiedy z głośników usłyszeliśmy komunikat o starcie.
-Chyba już czas żebyśmy przeszły na linię startu. - powiedziała Scarlet i złapała mnie za ramię.
Kiedy już chciałam odejść Ryan, złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął mnie do siebie.
- Wydaje mi się, że powinnaś mi życzyć powodzenia. -mruknął z ustami tuż przy moim uchu.
-Daj czadu. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem, jak zwykle nic nie podejrzewał. Mam dość tego ciągłego udawania i naszego 'związku'. Miałam nadzieję, że mnie puści i pozwoli mi pójść do Scar, ale nic takiego nie zrobił. Dalej trzymał mnie w żelaznym uścisku i miałam wrażenie, że na coś czeka. W końcu pochyliłam się i pocałowałam go w usta. Ryan rozpromienił się i momentalnie mnie puścił.
Byłam już na miejscua na start podjechało lśniąco czarne Porsche. Stanęło zaraz koło mojego 'chłopaka'. Chciałam zobaczyć, kto jest w środku, ale uniemożliwiały mi to przyciemniane szyby. Kilka innych aut podjechało na metę. Było widać, że kosztowały więcej niż mój cały dom i dorobek rodziców razem wzięty.

- Została minuta do startu. - powiedział przez głośniki organizator, który podał mi flagę.
Stojąc od pięciu minut, powoli cierpły mi nogi. Nie miałam ochoty chodzić w krótkich spodenkach w chłodny wieczór i wdychać spaliny podrasowanych samochodów. Coś w czarnym Porsche przykuło moją uwagę. Kiedy się przyjrzałam, dokładnie widziałam, że jego kierowca ma na głowie czapkę. Dokładniej mówiąc odwróconego daszkiem do tyłu fullcapa.
- Justin. - mruknęłam cicho pod nosem z niedowierzaniem.
W tym momencie naszła mnie myśl, że jeżeli Justin wygra z Ryan'em będzie mieć kłopoty. Mój chłopak nie lubił przegrywać. Miałam złe przeczucia co do tego wyścigu, ale światła sygnalizujące zaczęły już się zapalać. Samochody odpaliły swoje silniki z głośnym warkotem. Kiedy zapaliła się ostatnia zielona lampka nie pozostało mi nic innego, jak machnąć flagą i rozpocząć wyścig.
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów kibicowałam Ryan'owi.
Dalej musiałam stać na lini startu, żeby zakończyć wyścig, ale próbowałam zawołać Scarlet. Niestety, rozmawiała z Lukiem i nie mogła oderwać od niego wzroku. Wiedziałam, że jeżeli Justin wygra - będziemy miały niezłe kłopoty. Spiker omawiał cały wyścig, ale byłam zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek zrozumieć. Kiedy na ostatniej prostej zaczęły się pojawiać samochody, odetchnęłam z ulgą, że prowadzi Ryan. Kiedy był już jakieś dwieście metrów przed metą, jak spod ziemi wyrosło czarne Porsche i wyprzedziło go. Machnęłam flagą, kiedy Justin jako pierwszy przekroczył linię mety. Stało się to, czego się obawiałam.
- Nie... - jęknęłam.
Ryan przyjechał zaraz po nim i wyhamował ostro, kiedy tłum gapiów okrążył samochód Justina. Kiedy ten wyszedł, ludzie zaczęli mu gratulować i klepać go po ramieniu z uznaniem. Ryan wyskoczył z auta wściekły. Nie musiałam przepowiadać przyszłości, żeby wiedzieć, że zaraz stanie się to, czego tak bardzo się bałam.
- Ryan.. Nic się nie stało nie.. - nie zdążyłam dokończyć, bo podszedł do mnie i znienacka uderzył mnie prosto w twarz. Zatoczyłam się i upadłam, a po moich policzkach pociekły łzy. Flaga wypadła mi z rąk. Leżąc na ziemi, praktycznie nic nie widziałam.
- Kurwa! - przeklną Ryan i znów do mnie podszedł. - To wszystko twoja wina! - wrzasnął i podszedł do mnie.
Kiedy już miał kopnąć mnie w brzuch, ktoś się na niego rzucił. Przez łzy nie umiałam zobaczyć, kto to. Tłum zebrał się wokół nas i czekał, na rozwinięcie akcji. Przetarłam oczy i zobaczyłam coś nieprawdopodobnego. Moim obrońcą był Justin. Siedział na Ryan'ie i bił go pięścią w twarz. Krzyczałam, żeby przestali, ale nie chcieli mnie posłuchać. W końcu Justin zszedł z Ryana i odwrócił się do niego tyłem, chcąc odejść.
- Jeszcze mi za to zapłacisz, sukinsynu. - powiedział Ryan i wyciągnął broń.
Jego poharatana twarz była cała we krwi, ale uśmiechał się arogancko. Wyprostował rękę i wycelował pistoletem prosto w Justina. Tłum zamarł. Kiedy już chciałam krzyknąć, Ryan pociągnął za spust i wystrzelił. Huk rozszedł się po całym torze wyścigowym. Byłam sparaliżowana. Widziałam jak Justin próbował utrzymać się na nogach wsparty przez jego ekipę.
Byłam cała we łzach. Zasłoniłam usta dłonią. Justin został postrzelony.
__________________________


Akjdhskjdhakshdkahdskjadak i tak oto się kończy III rozdział ♥
Dedykuję ten rozdział Wiki, która się zaangażowała i
pomogła mi w napisaniu tego rozdziału, dziękuję jesteś kochana ♥


         "AS LONG AS YOU LOVE ME "









     "Keep it together Smile on your face
           even though your heart is frowning"

niedziela, 19 maja 2013

Two

Losing grip


Otworzyłam oczy i lekko je przetarłam. Nie musiałam być jasnowidzem żeby wiedzieć jak wyglądają. Przez pół nocy płakałam. Obróciłam się by zobaczyć czy Ryan dalej śpi. Zdjęłam jego rękę z moich bioder i powoli zaczęłam schodzić z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Na stoliku nocnym było widać opakowanie po prezerwatywach. Całe szczęście. Jeszcze brakowało mi tego żebym zaszła w ciążę. Zebrałam ubrania walające się po całym pokoju, ubrałam się i wyszłam. Telefon ciągle miałam w kieszeni. Wyciągnęłam go i napisałam sms do Scarlet.

Do Scarlet:
Gdzie jesteś ?

Gdy zeszłam na parter zauważyłam, że sprzątaczka zdążyła posprzątać dom. Kilka osób spało w salonie na kanapie. Jedna z dziewczyn leżała na stoliku do kawy. Wyglądali okropnie. Nie chciałam tu dalej być, szybko wyszłam i kierowałam się prosto do mojego domu. Marzyłam o tym żeby położyć się na łóżku i zacząć płakać. Nie mam siły. Czuję się okropnie. W tym momencie zawibrował mi telefon.

Scarlet:
Wróciłam do domu około pierwszej. A ty ?

Nie chciałam mówić nikomu o tym co się stało, ale to zżerało mnie od środka. Przechodziło obok mnie kilku chłopaków. Byli młodzi i przystojni, jednak na ich widok chciało mi się rzygać. Przestałam ufać facetom. Czułam, że do oczu napływają mi łzy. Wystukałam do Scarlet sms i pobiegłam do domu.

Do Scarlet:
Potrzebuję cię, bądź u mnie za 15 minut.

Weszłam do domu. Nie było rodziców. Wcale nie byłam zaskoczona, od kiedy byli zadłużeni pracowali non-stop. Pobiegłam do pokoju ściągnęłam ubranie i poszłam pod prysznic. Szorowałam całe ciało, prawie do krwi. W głowie cały czas miałam obrazy siedzącego na mnie Ryana. Gdybym tylko… Gdybym uciekła z pokoju wyrwała się cokolwiek. To była moja wina… To było okropne. Nie mogłam nawet opisać tego co czuję.
Wyszłam z pod prysznica, szybko się wytarłam i ubrałam pierwsze lepsze ciuchy z szafy. Położyłam się do mojego ogromnego łóżka i znowu zaczęłam płakać. Słyszałam skrzypienie schodów.
- Już jestem. Przyszłam jak najszybciej mogłam –  Scarlet uśmiechnęła się, a potem jej uśmiech zniknął widząc mnie zapłakaną na łóżku. Podbiegła do mnie i usiadła tuż przy mojej twarzy. – Lana co się stało? – wzięła moją twarz w dłonie i przytuliła.
- On .. On to zrobił. – popatrzyłam na nią ze łzami w oczach.
- Co masz na myśli Lana? – powiedziała poważnie, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Oczekiwała mojej odpowiedzi, a ja liczyłam, że sama zrozumie. – Ryan ? Ryan cię zgwałcił? – prawie krzyczała, była wściekła. – Odpowiedz mi do cholery, Lana!
- T..Tak  - zająkałam się.
- O mój Boże. Lana .. – Przytuliła mnie z całej siły – Chcesz to zgłosić na policje ? Wiesz, że możesz to zrobić.
- Nie. Nie! Wiesz, że nie mogę. Zabiją nasm oni wszyscy nas zabiją.. – zaczęłyśmy obie płakać, Scar
położyła się obok mnie i leżałyśmy tak dwie kilka godzin, aż w końcu zasnęłyśmy.
****************
Usłyszałam huk na dole. Scaret nie było w łóżku. Szybko zeszłam z łóżka i zbiegłam na dół. Po drodze wzięłam moją niedziałającą nocną lampkę. Moim oczom ukazała się Scar próbująca zrobić śniadanie.
- Poważnie? Chcesz mnie zabić tą lampą czy co? – uśmiechnęła się.
- Przestraszyłam się. Wiesz, że u mnie nikt nie gotuje. – uniosłam kąciki ust.
- Czas to zmienić, siadaj. Zrobiłam super jajecznice.
- Ja.. nie mam ochoty jeść. – było mi niedobrze. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję.
- Nie marudź, musisz coś jeść.

Zjadłyśmy śniadanie oglądając wiadomości. Byłam zszokowana kiedy dziennikarz mówił o wzroście handlu narkotykami w naszej dzielnicy. Głównie stał za tym Ryan, ale w ich paczce był także mój brat. Właśnie.. gdzie jest Luk?
- Widziałaś Luka? – spojrzałam na Scar kończąc śniadanie.
- Emm.. Chyba wychodził z domu z jakąś dziewczyną tuż przed moim wyjściem. – spuściła wzrok. Była smutna. Od kiedy pamiętam podkochiwała się w Luku.
- Nie martw się. To idiota. Jeszcze zauważy jaką cudowną dziewczynę niedaleko siebie. Scar uśmiechnęła się.
- Dobra wstawaj, przebieraj się i idziemy. – wzięła mój talerz włożyła do zmywarki i patrzała na mnie aż się ruszę.
- Ale gdzie? Scar ja nie mam .. – nie dokończyłam.
- Nie interesuje mnie to, wstawaj zaplanowałam nam dzień. Nie możesz siedzieć w domu i się zadręczać. To nic nie da.
***
Scar zawiozła nas do centrum handlowego. Miała prawo jazdy od kiedy tylko skończyła 16-naście lat.
-Tada ! Jesteśmy.
Wyszła z auta a ja zrobiłam to co ona. Wzięła mnie pod ramię.
- No to jak idziemy najpierw po koktajle czy szukać przecen ? – uśmiechała się i patrzała na mnie.
- Niech będą koktajle.
- Superr ! To idziemy
****************
Wybrałyśmy stolik nie daleko baru. Zamówiłam koktajl truskawkowy i rozejrzałam się po galerii. Było tu mnóstwo par. Dziewczyny szeptały coś swoim chłopakom. Oni całowali je w policzek, delikatnie bez pożądania. Naturalnie.. Spuściłam wzrok.
- Lana ktoś się na ciebie patrzy – powiedziała po cichu kładąc rękę pod brodą i lekko zasłaniając usta.
Spojrzałam w lewą stronę. To był ten sam chłopak co wczoraj. Dziś wyglądał jeszcze lepiej. Przyjrzałam się mu i w tym momencie nasze oczy się spotkały. Nie wytrzymałam, spuściłam wzrok. On mnie zawstydzał. Miałam motylki w brzuchu. Chociaż nie wiem czy nie było to spowodowane obrzydzeniem do facetów.

- Chodźmy stąd. Chce pójść do księgarni.
- Jak sobie życzysz. - Scar wstała i poszła w stronę księgarni którą uwielbiałam. Jeszcze raz spojrzałam w stronę chłopaka, tyle że go już tam nie było..
- Ok wiem, że ci się nudzi możesz pójść do drogerii obok. - uśmiechnęłam się.
- Dzięki - uścisnęła mnie i wręcz w podskokach wyszła z księgarni.
Zaczęłam rozglądać się po sklepie. Szukałam książki która przykuje moją uwagę. Odwróciłam się i uderzyłam w kogoś.
-Przepraszam, jaa..- spojrzałam w górę. To był on. Uśmiechał się niewinnie.
- Nic się nie stało, to ja się zagapiłem.- włożył ręce do kieszeni tak , że jego kciuki wystawały.
- Czy .. Czy ty mnie śledzisz? - nie wiem czemu to powiedziałam , czasem myślę o czymś a potem zanim się zorientuję mówię to na głos.
- Nie - zaśmiał się. - Nikt nie może wejść już do księgarni, bo będzie się go oskarżało o śledzenie?
- No tak .. - uśmiechnęłam się, to był mój szczery uśmiech do chłopaka od.. nawet nie pamiętam.
- Często się spotykamy - chłopak spojrzał na mnie spod łba Jego karmelowe oczy idealnie pasowały do brązowych włosów. Dziś miał na sobie jeansową katanę bordowy długi T-shirt, ciemne spodnie, a na ręce miał zawiązaną czarną bandanę. Nie wiem czemu, ale jego obecność powodowała, że czułam jak miękną mi kolana.
- Emm faktycznie. - czułam że się rumienię spuściłam wzrok. Jego obecność mnie zawstydzała. Był tak nieziemsko przystojny, wręcz idealny.
- Jak masz na imię? -oblizał usta.
- Lana. - dalej patrzałam w podłogę. Dzieliło nas mniej więcej pół metra. Chłopak wyciągnął rękę z kieszeni złapał mnie za brodę i ustawił ją tak bym widziała jego twarz.
- Miło mi cię poznać Lana. - znowu oblizał usta.
-Justin! - ktoś krzyknął za nami - Musimy spadać, on tu jedzie.  - nie zdążyłam odpowiedzieć chłopak stał już obok dwóch nieznajomych mi chłopaków. Znałam jego imię. Justin .. Uśmiechnęłam się głupia do siebie, a potem wystraszona poskoczyłam na dźwięk głosu Ryana.
- Lana dlaczego dziś ode mnie uciekłaś i dlaczego kurwa gadasz z jakimś chłopakiem? Kto to był? W sumie mnie to nie obchodzi, sukinsyn już nie żyje.
______________________________





Eeeee nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Tak mi się wydaję ;3.
Na pocieszenie dodam sobie Justina , może w tedy nikt nie będzie na mnie krzyczał, że zwalenie pisze. :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
to dla mnie ważne , chce wiedzieć czy ktoś to czyta :)





sobota, 18 maja 2013

One

Innocence

Było późne popołudnie. Leżałam w pokoju nad pierwszą lepszą książką. Nie miałam nic lepszego do roboty. Usłyszałam, jak otwierają się drzwi wejściowe domu, a ktoś wchodzi po schodach na górę wprost do mojego pokoju.
- Hej. – Luke uśmiechnął się i opadł obok mnie na łóżko – Czemu się nie szykujesz?- zaśmiał się.
- Nie rozumiem? Niby na co miałabym się szykować? – parsknęłam.
- Dziś wraca twój chłopak, zapomniałaś? Wypada przyjść na imprezę, którą organizuje. – patrzył na mnie wyczekująco, jednak wolałam go zignorować. Spojrzałam znowu na książkę udając, że czytam. Nie miałam ochoty widzieć się teraz z Ryanem.
– Halo? Jesteś tam ? – wymachiwał mi ręką przed oczami.
- Nie mam ochoty tam iść. Wiesz, że nie lubię przebywać w waszym towarzystwie.
- Nic na to nie poradzę Lana, weź Scarlet i po prostu tam idź. Nie chcesz chyba żeby Ryan od razu po powrocie był wkurwiony? – wykrzywił usta w grymasie. 

Mój brat odkąd pamiętam był idiotą. Jednak teraz mówił do rzeczy. Nie chciałam żeby Ryan od razu był na mnie zły. Kocham go, naprawdę. Nie tylko dlatego, że jestem na niego skazana. Ryan opłaca nasz dom i spłaca długi, z którymi moi rodzice nie dawali sobie już rady. Zażądał od nich jednej jedynej rzeczy, o ile można mnie tak nazwać. Musiałam  być jego. Bez względu na to co robił, chciał mnie mieć przy sobie. Kiedy byłam z nim sama był słodki i czuły. Jednak w towarzystwie swojej paczki traktował mnie jak zwykłą tanią szmatę, niewyróżniającą się od innych bezwartościowych suk, które miał na swoje zawołanie. Zdarzało się nawet, że mnie przy nich uderzył prosto w twarz. Mój brat musiał to oglądać. Jednak nie mogliśmy nic z tym zrobić. Dla dobra naszej rodziny.
- No dobra, o której mam być? – spytałam się go wstając łóżka i biorąc do ręki białego iPhona

- Myślę, że za godzinę powinnaś już wyjść – uśmiechnął się z zadowoleniem i wyszedł.
Po chwili zaczęłam się szykować. Musiałam dobrze wyglądać. Byłam dziewczyną Ryana Stona. Tego się ode mnie oczekiwało. Po niecałej godzinie byłam gotowa do wyjścia. Scarlet czekała już na mnie w umówionym miejscu.
-Gotowa? – uśmiechnęła się i przytuliła mnie na powitanie. Jak zawsze wyglądała przepięknie. Dziś miała wyprostowane włosy. Założyła małą czarną i czarne szpilki.
-Wow wyglądasz niesamowicie- aż otworzyłam usta ze zdziwienia, a Scarlet obkręciła się chichocząc.
- Ty też nie wyglądasz najgorzej- zaśmiała się tym razem głośniej.
Po chwili byłyśmy na miejscu. Drzwi do domu Ryana były otwarte. Było słychać muzykę z tyłu domu. A naokoło było pełno ludzi. Nikt nawet nie zauważył mojego przyjścia. Szłyśmy wzdłuż korytarza aż w końcu ktoś  pociągnął mnie za rękę.
- Tęskniłaś? – nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, zostałam przyciśnięta do ściany. Byłam w objęciach Ryana, który złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Schodził rękami z pleców do mojego tyłka. Momentalnie przerwałam pocałunek. – Coś nie tak ? – próbował byś spokojny, ale ja wiedziałam, że jest oburzony.
- Po prostu nie lubię obściskiwać się przy wszystkich. – patrzyłam w dół. Bałam się jego reakcji. Pewnie po długiej rozłące oczekiwał czegoś więcej. Nie zauważyłam nawet kiedy Scarlet odeszła. Pewnie szukała swoich dziewczyn z drużyny
cheerleaderek. Ryan objął mnie w pasie i włożył rękę do tylnej kieszeni. Nie byłam z tego zadowolona, ale wolałam już nic nie mówić.
Podeszliśmy do jego ekipy i przywitałam się z nimi małym uśmiechem i skinieniem głowy. Nie lubiłam ich. Wszyscy nosili przy sobie broń. Wzbudzali we mnie przerażenie. Mój brat do nich nie pasował on jest typowym ładnym chłopakiem. Był umięśniony, ale nie aż tak bardzo i na szczęście nie nosił ze sobą spluwy. Wszyscy powitali się z Ryanem i zaczęli rozmawiać. Ja rozglądałam się po ogrodzie szukając Scarlet. Nigdzie jej nie było. Trochę się martwiłam, ale ona zawsze dawała sobie radę. Patrzyłam na dziewczyny w basenie, niektórzy faceci wręcz ślinili się na ich widok. Przeniosłam wzrok na bar po mojej lewej stronie. Moje oczy zetknęły się z chłopakiem siedzącym przy stoliku. Skrępowałam się spuściłam na chwilę wzrok. Był niesamowicie przystojny. Z daleka było widać jego karmelowe oczy. Na dodatek był zajebiście ubrany. Miał czarne spodnie, których krocze znajdowało się mniej więcej na poziomie kolan. Czarny  T-shirt i czarnego fullcapa, którego ubrał daszkiem do tyłu. Dokończył drinka klepnął chłopaka siedzącego naprzeciwko. Wstał i przeszedł niedaleko mnie nie spuszczają ze mnie wzroku. Gdy przeszedł potrząsnęłam głową – kurwa co ja robię. Nie powinnam patrzeć się tak na nikogo poza Ryanem. Chyba że życzę komuś śmierci. – skarciłam się w myślach i odetchnęłam z ulgą, że chłopak już poszedł.

- Co jest ? – Ryan objął mnie mocniej.
- Nic , zamyśliłam się. – uśmiechnęłam się lekko i nieszczerze. W sumie nie kłamałam. Zamyśliłam się.
- Chyba ci się nudzi. Chodź ze mną. – złapał mnie za rękę i pociągnął. Trochę mnie to zabolało ale nie zwracał na to uwagi.
Weszliśmy na piętro. Tak jak myślałam prosto do jego pokoju. Podszedł do okna i zasłonił je.
- Tęskniłem za tobą, wiesz ? – Podszedł do mnie podniósł mnie i położył na łóżku.
- Ja… Ja za tobą też. – Przegryzłam wargę. Miałam nadzieję, że on nie chce tego teraz zrobić. – Ryan? Jaa.. Umm.. Nie jestem jeszcze gotowa- lekko odepchnęłam jego ramiona do góry.
- Ależ oczywiście.. – uśmiechnął się i oblizał usta – jesteś na to gotowa jesteśmy razem od 2 lat. Pragnę cię bardziej niż możesz sobie to wyobrazić.
- Alee.. – nie zdążyłam nic odpowiedzieć Ryan zaczął mnie łapczywie całować i wędrował ręką pod bluzką, jednocześnie wolną  ręką odpiął mi stanik. Bałam się zaprzeczać, poddałam się. Byłam jak marionetka. Zawsze nią byłam. Mógł robić ze mną co chciał. Zabierał mi wszystko, wolny czas, przyjaciół, rodzinę. Nie myślałam, że odbierze mi to co pozostało – dziewictwo. Po chwili nie miałam już nic na sobie.
- Cholera kochanie, nareszcie. – Ryan ściągnął z siebie podkoszulek rozpiął pasek. Nim zauważyłam nie miał już bokserek. Znowu złączył nasze usta. Poczułam, że we mnie wchodził. Poruszał się w przód i zaczął dyszeć prosto w moje usta. Strasznie mnie bolało. Cofam to co powiedziałam Ryan nie był czuły. Zaspokajał się, a ja przeżywałam mękę. Ścisnął moją pierś. Nie wytrzymałam z bólu.
- Kurwa. – cicho krzyknęłam zamykając oczy.
- Wiem kochanie, wiem. – i pocałował mnie dalej poruszając się w przód i w tył. Złapał mnie za szyje i robił to mocniej.
Wydałam z siebie jęk bólu. Chyba pomyślał, że jestem podniecona. Wziął moją rękę i dał ją sobie za szyje, a ja mocno ścisnęłam mając nadzieje, że w ten sposób nie będę odczuwać bólu. Nie pomogło. Cierpiałam tak jeszcze z kilka minut aż w końcu opadł obok  mnie i pocałował moją szyje.
-Byłaś niesamowita – wyszeptał mi do ucha. Wstał ubrał bokserki i spodnie. – Wrócę za chwile  zostań tu. Dobrze? – to było pytanie retoryczne. Nie miałam siły nawet mu odpowiedzieć. Ubrałam bieliznę wskoczyłam pod kołdrę i zaczęłam płakać.

_______________________________________________

No to tyle. Mam nadzieje, że aż tak źle nie jest ;c
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
proszę , to dla mnie ważne ;*

Characters

Lana Ray


Scarlet Campbell

Luke Ray

Justin Bieber
Ryan Stone


Jeśli dojdą jacyś nowi bohaterowie oczywiście dodam ;3