Otworzyłam oczy i lekko je przetarłam. Nie
musiałam być jasnowidzem żeby wiedzieć jak wyglądają. Przez pół nocy płakałam. Obróciłam się by zobaczyć czy Ryan dalej śpi. Zdjęłam jego rękę z moich
bioder i powoli zaczęłam schodzić z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Na
stoliku nocnym było widać opakowanie po prezerwatywach. Całe szczęście. Jeszcze
brakowało mi tego żebym zaszła w ciążę. Zebrałam ubrania walające się po
całym pokoju, ubrałam się i wyszłam. Telefon ciągle miałam w kieszeni.
Wyciągnęłam go i napisałam sms do Scarlet.
Do Scarlet:
Gdzie jesteś ?
Gdzie jesteś ?
Gdy zeszłam na parter zauważyłam,
że sprzątaczka zdążyła posprzątać dom. Kilka osób spało w salonie na kanapie.
Jedna z dziewczyn leżała na stoliku do kawy. Wyglądali okropnie. Nie chciałam
tu dalej być, szybko wyszłam i kierowałam się prosto do mojego domu. Marzyłam o
tym żeby położyć się na łóżku i zacząć płakać. Nie mam siły. Czuję się
okropnie. W tym momencie zawibrował mi telefon.
Scarlet:
Wróciłam do domu około pierwszej. A ty ?
Nie chciałam mówić nikomu o tym co się stało, ale to zżerało mnie od środka. Przechodziło obok mnie kilku chłopaków. Byli młodzi i przystojni, jednak na ich widok chciało mi się rzygać. Przestałam ufać facetom. Czułam, że do oczu napływają mi łzy. Wystukałam do Scarlet sms i pobiegłam do domu.
Do Scarlet:
Potrzebuję cię, bądź u mnie za 15 minut.
Weszłam do domu. Nie było rodziców. Wcale nie byłam zaskoczona, od kiedy byli zadłużeni pracowali non-stop. Pobiegłam do pokoju ściągnęłam ubranie i poszłam pod prysznic. Szorowałam całe ciało, prawie do krwi. W głowie cały czas miałam obrazy siedzącego na mnie Ryana. Gdybym tylko… Gdybym uciekła z pokoju wyrwała się cokolwiek. To była moja wina… To było okropne. Nie mogłam nawet opisać tego co czuję.
Scarlet:
Wróciłam do domu około pierwszej. A ty ?
Nie chciałam mówić nikomu o tym co się stało, ale to zżerało mnie od środka. Przechodziło obok mnie kilku chłopaków. Byli młodzi i przystojni, jednak na ich widok chciało mi się rzygać. Przestałam ufać facetom. Czułam, że do oczu napływają mi łzy. Wystukałam do Scarlet sms i pobiegłam do domu.
Do Scarlet:
Potrzebuję cię, bądź u mnie za 15 minut.
Weszłam do domu. Nie było rodziców. Wcale nie byłam zaskoczona, od kiedy byli zadłużeni pracowali non-stop. Pobiegłam do pokoju ściągnęłam ubranie i poszłam pod prysznic. Szorowałam całe ciało, prawie do krwi. W głowie cały czas miałam obrazy siedzącego na mnie Ryana. Gdybym tylko… Gdybym uciekła z pokoju wyrwała się cokolwiek. To była moja wina… To było okropne. Nie mogłam nawet opisać tego co czuję.
Wyszłam z pod prysznica, szybko się wytarłam
i ubrałam pierwsze lepsze ciuchy z szafy. Położyłam się do mojego ogromnego
łóżka i znowu zaczęłam płakać. Słyszałam skrzypienie schodów.
- Już jestem. Przyszłam jak najszybciej mogłam – Scarlet uśmiechnęła się, a potem jej uśmiech zniknął widząc mnie zapłakaną na łóżku. Podbiegła do mnie i usiadła tuż przy mojej twarzy. – Lana co się stało? – wzięła moją twarz w dłonie i przytuliła.
- On .. On to zrobił. – popatrzyłam na nią ze łzami w oczach.
- Co masz na myśli Lana? – powiedziała poważnie, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Oczekiwała mojej odpowiedzi, a ja liczyłam, że sama zrozumie. – Ryan ? Ryan cię zgwałcił? – prawie krzyczała, była wściekła. – Odpowiedz mi do cholery, Lana!
- T..Tak - zająkałam się.
- O mój Boże. Lana .. – Przytuliła mnie z całej siły – Chcesz to zgłosić na policje ? Wiesz, że możesz to zrobić.
- Nie. Nie! Wiesz, że nie mogę. Zabiją nasm oni wszyscy nas zabiją.. – zaczęłyśmy obie płakać, Scar
położyła się obok mnie i leżałyśmy tak dwie kilka godzin, aż w końcu zasnęłyśmy.
****************
- Już jestem. Przyszłam jak najszybciej mogłam – Scarlet uśmiechnęła się, a potem jej uśmiech zniknął widząc mnie zapłakaną na łóżku. Podbiegła do mnie i usiadła tuż przy mojej twarzy. – Lana co się stało? – wzięła moją twarz w dłonie i przytuliła.
- On .. On to zrobił. – popatrzyłam na nią ze łzami w oczach.
- Co masz na myśli Lana? – powiedziała poważnie, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Oczekiwała mojej odpowiedzi, a ja liczyłam, że sama zrozumie. – Ryan ? Ryan cię zgwałcił? – prawie krzyczała, była wściekła. – Odpowiedz mi do cholery, Lana!
- T..Tak - zająkałam się.
- O mój Boże. Lana .. – Przytuliła mnie z całej siły – Chcesz to zgłosić na policje ? Wiesz, że możesz to zrobić.
- Nie. Nie! Wiesz, że nie mogę. Zabiją nasm oni wszyscy nas zabiją.. – zaczęłyśmy obie płakać, Scar
położyła się obok mnie i leżałyśmy tak dwie kilka godzin, aż w końcu zasnęłyśmy.
****************
Usłyszałam huk na dole. Scaret nie
było w łóżku. Szybko zeszłam z łóżka i zbiegłam na dół. Po drodze wzięłam moją
niedziałającą nocną lampkę. Moim oczom ukazała się Scar próbująca zrobić
śniadanie.
- Poważnie? Chcesz mnie zabić tą lampą czy co? – uśmiechnęła się.
- Przestraszyłam się. Wiesz, że u mnie nikt nie gotuje. – uniosłam kąciki ust.
- Czas to zmienić, siadaj. Zrobiłam super jajecznice.
- Ja.. nie mam ochoty jeść. – było mi niedobrze. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję.
- Nie marudź, musisz coś jeść.
Zjadłyśmy śniadanie oglądając wiadomości. Byłam zszokowana kiedy dziennikarz mówił o wzroście handlu narkotykami w naszej dzielnicy. Głównie stał za tym Ryan, ale w ich paczce był także mój brat. Właśnie.. gdzie jest Luk?
- Widziałaś Luka? – spojrzałam na Scar kończąc śniadanie.
- Emm.. Chyba wychodził z domu z jakąś dziewczyną tuż przed moim wyjściem. – spuściła wzrok. Była smutna. Od kiedy pamiętam podkochiwała się w Luku.
- Nie martw się. To idiota. Jeszcze zauważy jaką cudowną dziewczynę niedaleko siebie. Scar uśmiechnęła się.
- Dobra wstawaj, przebieraj się i idziemy. – wzięła mój talerz włożyła do zmywarki i patrzała na mnie aż się ruszę.
- Ale gdzie? Scar ja nie mam .. – nie dokończyłam.
- Nie interesuje mnie to, wstawaj zaplanowałam nam dzień. Nie możesz siedzieć w domu i się zadręczać. To nic nie da.
***
Scar zawiozła nas do centrum handlowego. Miała prawo jazdy od kiedy tylko skończyła 16-naście lat.
-Tada ! Jesteśmy.
Wyszła z auta a ja zrobiłam to co ona. Wzięła mnie pod ramię.
- No to jak idziemy najpierw po koktajle czy szukać przecen ? – uśmiechała się i patrzała na mnie.
- Niech będą koktajle.
- Superr ! To idziemy
****************
Wybrałyśmy stolik nie daleko baru. Zamówiłam koktajl truskawkowy i rozejrzałam się po galerii. Było tu mnóstwo par. Dziewczyny szeptały coś swoim chłopakom. Oni całowali je w policzek, delikatnie bez pożądania. Naturalnie.. Spuściłam wzrok.
- Lana ktoś się na ciebie patrzy – powiedziała po cichu kładąc rękę pod brodą i lekko zasłaniając usta.
Spojrzałam w lewą stronę. To był ten sam chłopak co wczoraj. Dziś wyglądał jeszcze lepiej. Przyjrzałam się mu i w tym momencie nasze oczy się spotkały. Nie wytrzymałam, spuściłam wzrok. On mnie zawstydzał. Miałam motylki w brzuchu. Chociaż nie wiem czy nie było to spowodowane obrzydzeniem do facetów.
- Poważnie? Chcesz mnie zabić tą lampą czy co? – uśmiechnęła się.
- Przestraszyłam się. Wiesz, że u mnie nikt nie gotuje. – uniosłam kąciki ust.
- Czas to zmienić, siadaj. Zrobiłam super jajecznice.
- Ja.. nie mam ochoty jeść. – było mi niedobrze. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję.
- Nie marudź, musisz coś jeść.
Zjadłyśmy śniadanie oglądając wiadomości. Byłam zszokowana kiedy dziennikarz mówił o wzroście handlu narkotykami w naszej dzielnicy. Głównie stał za tym Ryan, ale w ich paczce był także mój brat. Właśnie.. gdzie jest Luk?
- Widziałaś Luka? – spojrzałam na Scar kończąc śniadanie.
- Emm.. Chyba wychodził z domu z jakąś dziewczyną tuż przed moim wyjściem. – spuściła wzrok. Była smutna. Od kiedy pamiętam podkochiwała się w Luku.
- Nie martw się. To idiota. Jeszcze zauważy jaką cudowną dziewczynę niedaleko siebie. Scar uśmiechnęła się.
- Dobra wstawaj, przebieraj się i idziemy. – wzięła mój talerz włożyła do zmywarki i patrzała na mnie aż się ruszę.
- Ale gdzie? Scar ja nie mam .. – nie dokończyłam.
- Nie interesuje mnie to, wstawaj zaplanowałam nam dzień. Nie możesz siedzieć w domu i się zadręczać. To nic nie da.
***
Scar zawiozła nas do centrum handlowego. Miała prawo jazdy od kiedy tylko skończyła 16-naście lat.
-Tada ! Jesteśmy.
Wyszła z auta a ja zrobiłam to co ona. Wzięła mnie pod ramię.
- No to jak idziemy najpierw po koktajle czy szukać przecen ? – uśmiechała się i patrzała na mnie.
- Niech będą koktajle.
- Superr ! To idziemy
****************
Wybrałyśmy stolik nie daleko baru. Zamówiłam koktajl truskawkowy i rozejrzałam się po galerii. Było tu mnóstwo par. Dziewczyny szeptały coś swoim chłopakom. Oni całowali je w policzek, delikatnie bez pożądania. Naturalnie.. Spuściłam wzrok.
- Lana ktoś się na ciebie patrzy – powiedziała po cichu kładąc rękę pod brodą i lekko zasłaniając usta.
Spojrzałam w lewą stronę. To był ten sam chłopak co wczoraj. Dziś wyglądał jeszcze lepiej. Przyjrzałam się mu i w tym momencie nasze oczy się spotkały. Nie wytrzymałam, spuściłam wzrok. On mnie zawstydzał. Miałam motylki w brzuchu. Chociaż nie wiem czy nie było to spowodowane obrzydzeniem do facetów.
- Chodźmy stąd. Chce pójść do
księgarni.
- Jak sobie życzysz. - Scar
wstała i poszła w stronę księgarni którą uwielbiałam. Jeszcze raz spojrzałam w
stronę chłopaka, tyle że go już tam nie było..
- Ok wiem, że ci się nudzi możesz pójść do drogerii obok. - uśmiechnęłam się.
- Dzięki - uścisnęła mnie i wręcz w podskokach wyszła z księgarni.
Zaczęłam rozglądać się po sklepie. Szukałam książki która przykuje moją uwagę. Odwróciłam się i uderzyłam w kogoś.
-Przepraszam, jaa..- spojrzałam w górę. To był on. Uśmiechał się niewinnie.
- Nic się nie stało, to ja się zagapiłem.- włożył ręce do kieszeni tak , że jego kciuki wystawały.
- Czy .. Czy ty mnie śledzisz? - nie wiem czemu to powiedziałam , czasem myślę o czymś a potem zanim się zorientuję mówię to na głos.
- Nie - zaśmiał się. - Nikt nie może wejść już do księgarni, bo będzie się go oskarżało o śledzenie?
- No tak .. - uśmiechnęłam się, to był mój szczery uśmiech do chłopaka od.. nawet nie pamiętam.
- Często się spotykamy - chłopak spojrzał na mnie spod łba Jego karmelowe oczy idealnie pasowały do brązowych włosów. Dziś miał na sobie jeansową katanę bordowy długi T-shirt, ciemne spodnie, a na ręce miał zawiązaną czarną bandanę. Nie wiem czemu, ale jego obecność powodowała, że czułam jak miękną mi kolana.
- Emm faktycznie. - czułam że się rumienię spuściłam wzrok. Jego obecność mnie zawstydzała. Był tak nieziemsko przystojny, wręcz idealny.
- Jak masz na imię? -oblizał usta.
- Lana. - dalej patrzałam w podłogę. Dzieliło nas mniej więcej pół metra. Chłopak wyciągnął rękę z kieszeni złapał mnie za brodę i ustawił ją tak bym widziała jego twarz.
- Miło mi cię poznać Lana. - znowu oblizał usta.
-Justin! - ktoś krzyknął za nami - Musimy spadać, on tu jedzie. - nie zdążyłam odpowiedzieć chłopak stał już obok dwóch nieznajomych mi chłopaków. Znałam jego imię. Justin .. Uśmiechnęłam się głupia do siebie, a potem wystraszona poskoczyłam na dźwięk głosu Ryana.
- Ok wiem, że ci się nudzi możesz pójść do drogerii obok. - uśmiechnęłam się.
- Dzięki - uścisnęła mnie i wręcz w podskokach wyszła z księgarni.
Zaczęłam rozglądać się po sklepie. Szukałam książki która przykuje moją uwagę. Odwróciłam się i uderzyłam w kogoś.
-Przepraszam, jaa..- spojrzałam w górę. To był on. Uśmiechał się niewinnie.
- Nic się nie stało, to ja się zagapiłem.- włożył ręce do kieszeni tak , że jego kciuki wystawały.
- Czy .. Czy ty mnie śledzisz? - nie wiem czemu to powiedziałam , czasem myślę o czymś a potem zanim się zorientuję mówię to na głos.
- Nie - zaśmiał się. - Nikt nie może wejść już do księgarni, bo będzie się go oskarżało o śledzenie?
- No tak .. - uśmiechnęłam się, to był mój szczery uśmiech do chłopaka od.. nawet nie pamiętam.
- Często się spotykamy - chłopak spojrzał na mnie spod łba Jego karmelowe oczy idealnie pasowały do brązowych włosów. Dziś miał na sobie jeansową katanę bordowy długi T-shirt, ciemne spodnie, a na ręce miał zawiązaną czarną bandanę. Nie wiem czemu, ale jego obecność powodowała, że czułam jak miękną mi kolana.
- Emm faktycznie. - czułam że się rumienię spuściłam wzrok. Jego obecność mnie zawstydzała. Był tak nieziemsko przystojny, wręcz idealny.
- Jak masz na imię? -oblizał usta.
- Lana. - dalej patrzałam w podłogę. Dzieliło nas mniej więcej pół metra. Chłopak wyciągnął rękę z kieszeni złapał mnie za brodę i ustawił ją tak bym widziała jego twarz.
- Miło mi cię poznać Lana. - znowu oblizał usta.
-Justin! - ktoś krzyknął za nami - Musimy spadać, on tu jedzie. - nie zdążyłam odpowiedzieć chłopak stał już obok dwóch nieznajomych mi chłopaków. Znałam jego imię. Justin .. Uśmiechnęłam się głupia do siebie, a potem wystraszona poskoczyłam na dźwięk głosu Ryana.
- Lana dlaczego dziś ode
mnie uciekłaś i dlaczego kurwa gadasz z jakimś chłopakiem? Kto to był? W sumie mnie to nie obchodzi, sukinsyn już nie żyje.
______________________________
______________________________
Eeeee nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Tak mi się wydaję ;3.
Na pocieszenie dodam sobie Justina , może w tedy nikt nie będzie na mnie krzyczał, że zwalenie pisze. :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
to dla mnie ważne , chce wiedzieć czy ktoś to czyta :)
.png)
Super <3
OdpowiedzUsuń