sobota, 18 maja 2013

One

Innocence

Było późne popołudnie. Leżałam w pokoju nad pierwszą lepszą książką. Nie miałam nic lepszego do roboty. Usłyszałam, jak otwierają się drzwi wejściowe domu, a ktoś wchodzi po schodach na górę wprost do mojego pokoju.
- Hej. – Luke uśmiechnął się i opadł obok mnie na łóżko – Czemu się nie szykujesz?- zaśmiał się.
- Nie rozumiem? Niby na co miałabym się szykować? – parsknęłam.
- Dziś wraca twój chłopak, zapomniałaś? Wypada przyjść na imprezę, którą organizuje. – patrzył na mnie wyczekująco, jednak wolałam go zignorować. Spojrzałam znowu na książkę udając, że czytam. Nie miałam ochoty widzieć się teraz z Ryanem.
– Halo? Jesteś tam ? – wymachiwał mi ręką przed oczami.
- Nie mam ochoty tam iść. Wiesz, że nie lubię przebywać w waszym towarzystwie.
- Nic na to nie poradzę Lana, weź Scarlet i po prostu tam idź. Nie chcesz chyba żeby Ryan od razu po powrocie był wkurwiony? – wykrzywił usta w grymasie. 

Mój brat odkąd pamiętam był idiotą. Jednak teraz mówił do rzeczy. Nie chciałam żeby Ryan od razu był na mnie zły. Kocham go, naprawdę. Nie tylko dlatego, że jestem na niego skazana. Ryan opłaca nasz dom i spłaca długi, z którymi moi rodzice nie dawali sobie już rady. Zażądał od nich jednej jedynej rzeczy, o ile można mnie tak nazwać. Musiałam  być jego. Bez względu na to co robił, chciał mnie mieć przy sobie. Kiedy byłam z nim sama był słodki i czuły. Jednak w towarzystwie swojej paczki traktował mnie jak zwykłą tanią szmatę, niewyróżniającą się od innych bezwartościowych suk, które miał na swoje zawołanie. Zdarzało się nawet, że mnie przy nich uderzył prosto w twarz. Mój brat musiał to oglądać. Jednak nie mogliśmy nic z tym zrobić. Dla dobra naszej rodziny.
- No dobra, o której mam być? – spytałam się go wstając łóżka i biorąc do ręki białego iPhona

- Myślę, że za godzinę powinnaś już wyjść – uśmiechnął się z zadowoleniem i wyszedł.
Po chwili zaczęłam się szykować. Musiałam dobrze wyglądać. Byłam dziewczyną Ryana Stona. Tego się ode mnie oczekiwało. Po niecałej godzinie byłam gotowa do wyjścia. Scarlet czekała już na mnie w umówionym miejscu.
-Gotowa? – uśmiechnęła się i przytuliła mnie na powitanie. Jak zawsze wyglądała przepięknie. Dziś miała wyprostowane włosy. Założyła małą czarną i czarne szpilki.
-Wow wyglądasz niesamowicie- aż otworzyłam usta ze zdziwienia, a Scarlet obkręciła się chichocząc.
- Ty też nie wyglądasz najgorzej- zaśmiała się tym razem głośniej.
Po chwili byłyśmy na miejscu. Drzwi do domu Ryana były otwarte. Było słychać muzykę z tyłu domu. A naokoło było pełno ludzi. Nikt nawet nie zauważył mojego przyjścia. Szłyśmy wzdłuż korytarza aż w końcu ktoś  pociągnął mnie za rękę.
- Tęskniłaś? – nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, zostałam przyciśnięta do ściany. Byłam w objęciach Ryana, który złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Schodził rękami z pleców do mojego tyłka. Momentalnie przerwałam pocałunek. – Coś nie tak ? – próbował byś spokojny, ale ja wiedziałam, że jest oburzony.
- Po prostu nie lubię obściskiwać się przy wszystkich. – patrzyłam w dół. Bałam się jego reakcji. Pewnie po długiej rozłące oczekiwał czegoś więcej. Nie zauważyłam nawet kiedy Scarlet odeszła. Pewnie szukała swoich dziewczyn z drużyny
cheerleaderek. Ryan objął mnie w pasie i włożył rękę do tylnej kieszeni. Nie byłam z tego zadowolona, ale wolałam już nic nie mówić.
Podeszliśmy do jego ekipy i przywitałam się z nimi małym uśmiechem i skinieniem głowy. Nie lubiłam ich. Wszyscy nosili przy sobie broń. Wzbudzali we mnie przerażenie. Mój brat do nich nie pasował on jest typowym ładnym chłopakiem. Był umięśniony, ale nie aż tak bardzo i na szczęście nie nosił ze sobą spluwy. Wszyscy powitali się z Ryanem i zaczęli rozmawiać. Ja rozglądałam się po ogrodzie szukając Scarlet. Nigdzie jej nie było. Trochę się martwiłam, ale ona zawsze dawała sobie radę. Patrzyłam na dziewczyny w basenie, niektórzy faceci wręcz ślinili się na ich widok. Przeniosłam wzrok na bar po mojej lewej stronie. Moje oczy zetknęły się z chłopakiem siedzącym przy stoliku. Skrępowałam się spuściłam na chwilę wzrok. Był niesamowicie przystojny. Z daleka było widać jego karmelowe oczy. Na dodatek był zajebiście ubrany. Miał czarne spodnie, których krocze znajdowało się mniej więcej na poziomie kolan. Czarny  T-shirt i czarnego fullcapa, którego ubrał daszkiem do tyłu. Dokończył drinka klepnął chłopaka siedzącego naprzeciwko. Wstał i przeszedł niedaleko mnie nie spuszczają ze mnie wzroku. Gdy przeszedł potrząsnęłam głową – kurwa co ja robię. Nie powinnam patrzeć się tak na nikogo poza Ryanem. Chyba że życzę komuś śmierci. – skarciłam się w myślach i odetchnęłam z ulgą, że chłopak już poszedł.

- Co jest ? – Ryan objął mnie mocniej.
- Nic , zamyśliłam się. – uśmiechnęłam się lekko i nieszczerze. W sumie nie kłamałam. Zamyśliłam się.
- Chyba ci się nudzi. Chodź ze mną. – złapał mnie za rękę i pociągnął. Trochę mnie to zabolało ale nie zwracał na to uwagi.
Weszliśmy na piętro. Tak jak myślałam prosto do jego pokoju. Podszedł do okna i zasłonił je.
- Tęskniłem za tobą, wiesz ? – Podszedł do mnie podniósł mnie i położył na łóżku.
- Ja… Ja za tobą też. – Przegryzłam wargę. Miałam nadzieję, że on nie chce tego teraz zrobić. – Ryan? Jaa.. Umm.. Nie jestem jeszcze gotowa- lekko odepchnęłam jego ramiona do góry.
- Ależ oczywiście.. – uśmiechnął się i oblizał usta – jesteś na to gotowa jesteśmy razem od 2 lat. Pragnę cię bardziej niż możesz sobie to wyobrazić.
- Alee.. – nie zdążyłam nic odpowiedzieć Ryan zaczął mnie łapczywie całować i wędrował ręką pod bluzką, jednocześnie wolną  ręką odpiął mi stanik. Bałam się zaprzeczać, poddałam się. Byłam jak marionetka. Zawsze nią byłam. Mógł robić ze mną co chciał. Zabierał mi wszystko, wolny czas, przyjaciół, rodzinę. Nie myślałam, że odbierze mi to co pozostało – dziewictwo. Po chwili nie miałam już nic na sobie.
- Cholera kochanie, nareszcie. – Ryan ściągnął z siebie podkoszulek rozpiął pasek. Nim zauważyłam nie miał już bokserek. Znowu złączył nasze usta. Poczułam, że we mnie wchodził. Poruszał się w przód i zaczął dyszeć prosto w moje usta. Strasznie mnie bolało. Cofam to co powiedziałam Ryan nie był czuły. Zaspokajał się, a ja przeżywałam mękę. Ścisnął moją pierś. Nie wytrzymałam z bólu.
- Kurwa. – cicho krzyknęłam zamykając oczy.
- Wiem kochanie, wiem. – i pocałował mnie dalej poruszając się w przód i w tył. Złapał mnie za szyje i robił to mocniej.
Wydałam z siebie jęk bólu. Chyba pomyślał, że jestem podniecona. Wziął moją rękę i dał ją sobie za szyje, a ja mocno ścisnęłam mając nadzieje, że w ten sposób nie będę odczuwać bólu. Nie pomogło. Cierpiałam tak jeszcze z kilka minut aż w końcu opadł obok  mnie i pocałował moją szyje.
-Byłaś niesamowita – wyszeptał mi do ucha. Wstał ubrał bokserki i spodnie. – Wrócę za chwile  zostań tu. Dobrze? – to było pytanie retoryczne. Nie miałam siły nawet mu odpowiedzieć. Ubrałam bieliznę wskoczyłam pod kołdrę i zaczęłam płakać.

_______________________________________________

No to tyle. Mam nadzieje, że aż tak źle nie jest ;c
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
proszę , to dla mnie ważne ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz