wtorek, 28 maja 2013

Three

Race

- Lana dlaczego dziś ode mnie uciekłaś i dlaczego kurwa gadasz z jakimś chłopakiem? Kto to był ? W sumie  mnie to nie obchodzi, sukinsyn już nie żyje.
- Emm.. Ryan ja nie wiem kto to był. Po prostu na niego wpadłam. Wyszłam od ciebie bo chciałam się spotkać z Scar i .. – nie dokończyłam Ryan objął mnie w tali i pociągnął w stronę wyjścia.
- Dobra. Teraz jedziemy. – spojrzał na mnie i łobuzersko się uśmiechnął.
- Gdzie? Muszę znaleźć Scarlet, proszę – patrzyłam na niego niemal błagalnie.
- Dobra masz 5 minut, weź ją ze sobą. Czekam przy samochodzie.
Znalazłam Scar przy perfumach Clive Christian. Taak.. Mogłam się tego spodziewać. Podeszłam do niej i lekko klepnęłam ją w ramię.
- Scar musimy iść. Ryan chce mnie gdzieś zawieźć. Pojedziesz za nami?
- Naprawdę muszę? – wykrzywiła usta w grymasie. – Przynajmniej wiesz gdzie jedziemy?
- Jaki dzisiaj mamy dzień?
- Wtorek, czemu pytasz? – Scar patrzyła na mnie z uniesioną brwią. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Wyglądała tak śmiesznie, że nie mogłam. Po prostu zaczęłam się śmiać. Tak głośno, że ochroniarze zaczęli się na mnie krzywo patrzeć. – I co w tym takiego śmiesznego? – odpowiedziała równocześnie dołączając do mojego śmiechu.
- Nic po prostu.. Nie ważne. Chyba wiem gdzie jedziemy – wiem gdzie jedziemy.. Momentalnie uśmiech zszedł z mojej twarzy. – Pośpieszmy się, ok ?
***
Tuż przed galerią stał zaparkowany czarny Mercedes-Benz. Wsiadłam do niego nie patrząc w stronę kierowcy.
- Możemy jechać Scar pojedzie za nami. – patrzyłam przez szybę na szczęśliwych ludzi wychodzących z galerii. Ile bym dała żeby mieć normalne życie..
- Nie zapomniałaś o czymś? – Ryan położył mi dłoń na kolanie, a mój żołądek uniósł się do góry. Wzięłam spokojny wdech. I delikatnie cmoknęłam Ryana w policzek. Oparłam się o siedzenie i włączyłam radio.
- Możemy jechać? – sztucznie się uśmiechnęłam, a on w końcu ruszył.
***
Weszłam do szatni, a Scar wpadła zaraz po mnie.
- Jak było? Dałaś radę? Nie obmacywał cie? – chciała zadać jeszcze z tysiąc innych pytań, ale odpowiedziałam jej tak szybko niż zadała czwarte.
- Nie. Nic się nie działo, było ok. – pomijając odruch wymiotny, oczywiście. – ubierz to zaraz zaczynamy. - podałam jej ciuchy złożone w kostkę.
Przebrałyśmy się w dość krótkie czarne spodenki i czerwoną bokserkę z dużym dekoltem.
- Dalej pasuje. – Scar stanęła w lustrze i z zachwyceniem patrzała w odbicie.
- Tak.. Trochę minęło od ostatniego ubierania się w to. – włożyłam moje codzienne ciuchy do szafki. -Gotowa?
- Woah – Scar popatrzała na mnie i uniosła dłoń do ust. – Ty dalej wyglądasz w tym nieziemsko.
- Zamknij się. – powiedziałam żartobliwie i popchałam ją w stronę wyjścia. Już prawie byłyśmy na dworze.
- Poczekaj tu chwile, zapomniałam czegoś wziąć. Zaraz cię dogonię, ok? -  Scar odbiegła ode mnie nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Odwróciłam głowę wychodząc przez drzwi i w tedy znowu w kogoś wpadłam. Spojrzałam do góry. Normalnie nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- No proszę kogo tu mamy - chłopak uśmiechnął się łobuzersko ukazując szereg białych ząbków.
- Teraz powinnam to odebrać jako śledzenie mnie, poważnie. – nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. To było jakby zahipnotyzował całe moje ciało. Nie mogłam się poruszyć.
- Wydaje mi się , że byłem tu przed tobą. – ciągle się uśmiechał, ale nie zmienił odległości dzielącej nas. Moje nogi były jak z waty, a w brzuchu miałam motylki. – To ty rozpoczynasz wyścigi ?
- T..Tak. – język utknął mi w gardle. Wypowiedzenie czegokolwiek sprawiało mi trudność. To dziwne nigdy mi się to nie zdarzało. 
- Okej. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia, do zobaczenia na torze shawty. – odsuwając się ode mnie musnął moje biodro dłonią. Cholera on był nieziemsko przystojny. Chwila..
- Ty startujesz !? – krzyknęłam gdy już odchodził. Justin nie zatrzymując się odwrócił głowę i lekko nią kiwnął patrząc mi w oczy. Miałam wrażenie że zaraz zemdleję.
W tym momencie wszedł Ryan i cała magia spotkania z chłopakiem prysła. Obejrzałam się jeszcze raz w stronę Justina, ale już go tam nie było. Całe szczęście.
- Gdzie wy jesteście ? Ruszcie dupy i jazda na tor. – zacisnął szczękę i patrzył mi prosto w oczy.
- Czekam na Scar, zaraz przyjdzie.
- I oto jestem, możemy iść. Ryan nie wkurzaj się tak – wychodząc Scar lekko odepchnęła ramię Ryana, odwrócił się, a ja ruszyłam ramię w ramię z nim. Uspokoił się i objął mnie ramieniem w tali.  Podeszliśmy do reszty paczki która stała przy garażu. Luke jak zawsze był ubrany w spodnie dla mechanika. Zawsze przed wyścigiem sprawdzał auto. Zauważył nas i uśmiechnął się. Spojrzałam na Scar patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Poprawiła włosy i czekała aż podejdzie się przywitać.
- Jak tam interesy ? - Ryan puścił mnie i podszedł do reszty.
- Nie uwierzysz. Wszyscy obstawiają na Biebera. - chłopak którego imienia nie pamiętam patrzył na Ryana, ale nie umiałam odczytać nic z jego twarzy.
- Jak to kurwa?! Co on tu w ogóle robi ? To nie jego teren! - Ryan zacisnął dłonie w pięści.
- Dobrze wiesz, że na wyścigi może przyjść tu każdy. To miejsce jest neutralne.- powiedział Luke, zatrzaskując maskę auta mojego 'chłopaka'.
-Ty lepiej weź się za coś konkretnego Ray - warknął Ryan, kiedy z głośników usłyszeliśmy komunikat o starcie.
-Chyba już czas żebyśmy przeszły na linię startu. - powiedziała Scarlet i złapała mnie za ramię.
Kiedy już chciałam odejść Ryan, złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął mnie do siebie.
- Wydaje mi się, że powinnaś mi życzyć powodzenia. -mruknął z ustami tuż przy moim uchu.
-Daj czadu. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem, jak zwykle nic nie podejrzewał. Mam dość tego ciągłego udawania i naszego 'związku'. Miałam nadzieję, że mnie puści i pozwoli mi pójść do Scar, ale nic takiego nie zrobił. Dalej trzymał mnie w żelaznym uścisku i miałam wrażenie, że na coś czeka. W końcu pochyliłam się i pocałowałam go w usta. Ryan rozpromienił się i momentalnie mnie puścił.
Byłam już na miejscua na start podjechało lśniąco czarne Porsche. Stanęło zaraz koło mojego 'chłopaka'. Chciałam zobaczyć, kto jest w środku, ale uniemożliwiały mi to przyciemniane szyby. Kilka innych aut podjechało na metę. Było widać, że kosztowały więcej niż mój cały dom i dorobek rodziców razem wzięty.

- Została minuta do startu. - powiedział przez głośniki organizator, który podał mi flagę.
Stojąc od pięciu minut, powoli cierpły mi nogi. Nie miałam ochoty chodzić w krótkich spodenkach w chłodny wieczór i wdychać spaliny podrasowanych samochodów. Coś w czarnym Porsche przykuło moją uwagę. Kiedy się przyjrzałam, dokładnie widziałam, że jego kierowca ma na głowie czapkę. Dokładniej mówiąc odwróconego daszkiem do tyłu fullcapa.
- Justin. - mruknęłam cicho pod nosem z niedowierzaniem.
W tym momencie naszła mnie myśl, że jeżeli Justin wygra z Ryan'em będzie mieć kłopoty. Mój chłopak nie lubił przegrywać. Miałam złe przeczucia co do tego wyścigu, ale światła sygnalizujące zaczęły już się zapalać. Samochody odpaliły swoje silniki z głośnym warkotem. Kiedy zapaliła się ostatnia zielona lampka nie pozostało mi nic innego, jak machnąć flagą i rozpocząć wyścig.
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów kibicowałam Ryan'owi.
Dalej musiałam stać na lini startu, żeby zakończyć wyścig, ale próbowałam zawołać Scarlet. Niestety, rozmawiała z Lukiem i nie mogła oderwać od niego wzroku. Wiedziałam, że jeżeli Justin wygra - będziemy miały niezłe kłopoty. Spiker omawiał cały wyścig, ale byłam zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek zrozumieć. Kiedy na ostatniej prostej zaczęły się pojawiać samochody, odetchnęłam z ulgą, że prowadzi Ryan. Kiedy był już jakieś dwieście metrów przed metą, jak spod ziemi wyrosło czarne Porsche i wyprzedziło go. Machnęłam flagą, kiedy Justin jako pierwszy przekroczył linię mety. Stało się to, czego się obawiałam.
- Nie... - jęknęłam.
Ryan przyjechał zaraz po nim i wyhamował ostro, kiedy tłum gapiów okrążył samochód Justina. Kiedy ten wyszedł, ludzie zaczęli mu gratulować i klepać go po ramieniu z uznaniem. Ryan wyskoczył z auta wściekły. Nie musiałam przepowiadać przyszłości, żeby wiedzieć, że zaraz stanie się to, czego tak bardzo się bałam.
- Ryan.. Nic się nie stało nie.. - nie zdążyłam dokończyć, bo podszedł do mnie i znienacka uderzył mnie prosto w twarz. Zatoczyłam się i upadłam, a po moich policzkach pociekły łzy. Flaga wypadła mi z rąk. Leżąc na ziemi, praktycznie nic nie widziałam.
- Kurwa! - przeklną Ryan i znów do mnie podszedł. - To wszystko twoja wina! - wrzasnął i podszedł do mnie.
Kiedy już miał kopnąć mnie w brzuch, ktoś się na niego rzucił. Przez łzy nie umiałam zobaczyć, kto to. Tłum zebrał się wokół nas i czekał, na rozwinięcie akcji. Przetarłam oczy i zobaczyłam coś nieprawdopodobnego. Moim obrońcą był Justin. Siedział na Ryan'ie i bił go pięścią w twarz. Krzyczałam, żeby przestali, ale nie chcieli mnie posłuchać. W końcu Justin zszedł z Ryana i odwrócił się do niego tyłem, chcąc odejść.
- Jeszcze mi za to zapłacisz, sukinsynu. - powiedział Ryan i wyciągnął broń.
Jego poharatana twarz była cała we krwi, ale uśmiechał się arogancko. Wyprostował rękę i wycelował pistoletem prosto w Justina. Tłum zamarł. Kiedy już chciałam krzyknąć, Ryan pociągnął za spust i wystrzelił. Huk rozszedł się po całym torze wyścigowym. Byłam sparaliżowana. Widziałam jak Justin próbował utrzymać się na nogach wsparty przez jego ekipę.
Byłam cała we łzach. Zasłoniłam usta dłonią. Justin został postrzelony.
__________________________


Akjdhskjdhakshdkahdskjadak i tak oto się kończy III rozdział ♥
Dedykuję ten rozdział Wiki, która się zaangażowała i
pomogła mi w napisaniu tego rozdziału, dziękuję jesteś kochana ♥


         "AS LONG AS YOU LOVE ME "









     "Keep it together Smile on your face
           even though your heart is frowning"

1 komentarz:

  1. Pisz rozdział wiesz, że sie uzależniłam i cały czas czekam na kolejne ! <3

    OdpowiedzUsuń